Zadowoleni goście nie wystawiają opinii
Lokal z setką gości dziennie i trzema opiniami w miesiącu nie ma problemu z jakością. Ma problem z momentem, w którym prosi.
Prośba w złym momencie nie działa
Najczęstszy sposób proszenia o opinię to zdanie kelnera przy rachunku albo naklejka przy wyjściu. Oba trafiają w moment, w którym gość już wstaje, płaci i myśli o wyjściu. To najgorsza możliwa chwila na proszenie o cokolwiek.
Gość, który właśnie zjadł coś dobrego, ma najwyraźniejsze zdanie mniej więcej wtedy, gdy kończy danie. Wtedy jednak nikt go nie pyta, bo obsługa nie chce przeszkadzać.
Krótsza droga do formularza
Druga bariera jest techniczna. Napisanie opinii w Google z telefonu wymaga otwarcia mapy, znalezienia lokalu, przewinięcia do sekcji opinii i zalogowania. Każdy z tych kroków odsiewa część ludzi, którzy naprawdę chcieli coś napisać.
Kod QR prowadzący prosto do formularza usuwa całą tę drogę. Gość klika raz i pisze. Reszta jest tą samą opinią w tym samym Google, tylko bez czterech kroków po drodze.
Uczciwie: prosimy wszystkich
Prosimy o opinię każdego gościa, niezależnie od tego, jak ocenił wizytę, i każdego prowadzimy do tego samego miejsca. Nie filtrujemy, kto zobaczy link do Google, bo to byłoby sterowanie opinią, a nie jej zbieranie.
Gdy ocena jest niska, pytamy dodatkowo o szczegóły dla lokalu, żeby właściciel wiedział, co poprawić. To jest informacja obok opinii publicznej, a nie zamiast niej.
Częste pytania
Czy to jest zgodne z zasadami Google?
Tak, ponieważ nie filtrujemy, kogo prosimy ani kogo prowadzimy do Google. Każdy gość dostaje tę samą drogę do publicznej opinii. Zbieranie szczegółów przy niskiej ocenie dzieje się obok tej drogi, nie zamiast niej.
Ile opinii można realnie zebrać?
Zależy od ruchu i od tego, gdzie stoi kod. Kod na stoliku zbiera wielokrotnie więcej niż naklejka przy wyjściu, bo trafia na moment, w którym gość jeszcze siedzi i ma zdanie.